Ostatnia rzeź w ziemi Izraela miała miejsce w Halamisz w Samarii 21 lipca. Palestyńczyk zasztyletował żydowskiego dziadka i dwoje jego dzieci. Babcia odniosła ciężkie rany. W Izraelu w niedawnej i nie tak niedawnej przeszłości były niezliczone razy takie ataki.

Podobnie jak w przeszłości tysiące Arabów palestyńskich radośnie święciły morderstwa. Niektórzy rozdawali słodycze.

Mordercę chwaliły władze Autonomia Palestyńska (AP) i Hamas. Gdyby został zastrzelony, natychmiast stałby się męczennikiem islamu. W Ramallah nazwano by jego imieniem ulicę. Jego zdjęcie byłoby na wystawach sklepowych na terytoriach okupowanych przez Autonomię Palestyńską i Hamas, a jego rodzina zostałaby nagrodzona wysoką, dożywotnią "pensją".

Morderca wyjaśnił swoją zbrodnię chęcią "obrony meczetu Al-Aksa" – którego w rzeczywistości Izrael nigdy nie atakował ani nawet nie groził. Nie ukrywał swojej nienawiści do Żydów. W ostatnim poście na Facebooku określił ich jako małpy i świnie.

Jego matka informowała świat o swojej dumie z syna i jego czynu.

Te morderstwa przyszły po zamieszkach muzułmańskich z powodu zainstalowania przez Izrael wykrywaczy metalu przy wejściach na Wzgórze Świątynne, jakie istnieją w wielu innych meczetach na całym świecie – w reakcji na zamordowanie dwóch policjantów izraelskich przez terrorystów muzułmańskich, którym udało się wnieść broń na Wzgórze Świątynne. Rząd izraelski nie zabronił dostępu do meczetu Al-Aksa; chciał tylko zapobiec dalszym zamachom. To, że można było użyć meczetu jako bazy do zamachów terrorystycznych, uczestnicy zamieszek uważali za normalne.

Rząd Izraela postanowił usunąć wykrywacze metalu, jak również kamery monitorujące, które zostały zainstalowane później.

Chociaż zamieszki ucichły, Izraelczycy zareagowali negatywnie na decyzję swojego rządu: sondaże pokazują, że 77% stanowczo nie zgadzało się z usunięciem wykrywaczy metalu i uważało, że rząd izraelski nie powinien był ugiąć się przed groźbami i zastraszaniem.

Dyrektor odpowiedzialny za public relation z Ośrodka Badań Strategicznych Begin-Sadat z Uniwersytetu Bar-Ilan, David M. Weinberg, powiedział, że potrzebna jest "pilna i zdecydowana akcja izraelska, by pozbawić kierownictwo palestyńskie złudzenia, że mogą zastraszyć Izrael do odwrotu".

Obecnie kierownictwo palestyńskie ma wszelkie powody do wiary, że nie jest to złudzenie, że terroryzm i przemoc opłacają się. Trudno będzie dowieść im, że się mylą.

Kiedy świat arabski i muzułmański rozpoczynał konwencjonalne wojny, by zniszczyć państwo żydowskie, Izrael, mimo mniejszej liczby żołnierzy, zwyciężał za każdym razem i zdobył reputację niezwyciężonej armii.

W 1964 r. świat arabski i muzułmański przyjął nową strategię. Stworzył Organizację Wyzwolenia Palestyny (OWP). Wojna stała się wojną terroru. Dokonywano nieprzewidywalnych zamachów na Żydów w Izraelu, Europie i Ameryce Północnej i Południowej.

OWP przedstawiała się jako "ruch wyzwolenia narodowego". Naród został wynaleziony, "Palestyńczycy" – w rzeczywistości zwykli Arabowie – i ten naród OWP miała "wyzwolić". Zamachy stały się częstsze. Wkrótce, po intensywnej akcji propagandowej, Izrael nie był już dłużej widziany jako mały kraj, który 21 arabskich krajów chce zmiażdżyć, ale jako potężny kraj, próbujący unicestwić mały naród, pozbawiony wszystkiego. Świat, uwierzywszy w tę dziwną historię, zaczął wycofywać swoją sympatię dla Izraela.

Nie przerywając terroryzmu i propagandy OWP rozpoczęła także ofensywę dyplomatyczną – z poparciem świata arabskiego, Związku Radzieckiego i krajów zachodnich, szczególnie Francji. OWP zdobyła miejsce obserwatora w ONZ w 1972 r. Delegatura dyplomatyczna OWP została otwarta w Paryżu w 1975 r. OWP stało się pierwszą organizacją terrorystyczną z miejscem w ONZ i przedstawicielstwem dyplomatycznym w kraju zachodnim.

Po nieudanej próbie obalenia króla Jordanii we wrześniu 1970 r. OWP wycofała się do Libanu, doprowadzając ten kraj do wojny domowej i używając obozów, jakie zbudowała na terytorium libańskim, do przeprowadzania ataków na Izrael. Izrael interweniował w Libanie w marcu 1978 r., następnie w czerwcu 1982 r. i niemal wyeliminował OWP, która, dzięki francuskiemu prezydentowi, François Mitterrandowi, mogła wycofać się do Tunezji. Masakry Sabra i Szatila w Libanie, dokonane przez milicje chrześcijańskie, przedstawiano fałszywie jako winę Izraela. OWP i Palestyńczyków opisywano jako ofiary okrucieństwa izraelskiego. Masakry dokonywane przez Palestyńczyków, takie jak atak na szosie nadbrzeżnej w marcu 1978 r., były całkowicie zapomniane.

OWP kontynuowała podżeganie do nienawiści do Żydów wśród Arabów palestyńskich. Wynikiem tego była "pierwsza intifada" (1987-1991). Izrael wygrał militarnie, ale przegrał wojnę o sympatię opinii publicznej: palestyńscy terroryści używali dzieci jako ludzkich tarcz, więc armię izraelską można było odmalowywać jako bezlitosnych zabójców dzieci.

Od Izraela żądano ustępstw; Izrael poddał się fałszywym nadziejom na pokój. Zgodził się uczestniczyć w Konferencji Madryckiej 1991, a potem w 1993 r. podpisał Porozumienia z Oslo. W tych porozumieniach Izrael uznał OWP i zaakceptował utworzenie Autonomii Palestyńskiej, quasi-państwa rządzonego przez OWP, które obiecała, że wyrzeknie się terroryzmu.

Niemal natychmiast Autonomia Palestyńska rozpoczęła niezliczone zamachy terrorystyczne. Ich liczba zmniejszyła się dopiero, kiedy Izrael zaczął budować barierę bezpieczeństwa w 2002 r. Terroryzm, propaganda, a szczególnie kłamstwa, pozwoliły OWP zdobyć terrorystyczne quasi-państwo, akceptowane przez Izrael. Mimo że ataki nigdy nie ustały, Izrael był zmuszany do kontynuowania procesu pokojowego, jak gdyby nie było żadnego terroryzmu.

Do dnia dzisiejszego Autonomia Palestyńska prowadzi nieustające kampanie morderstw i terroryzmu przeciwko Izraelowi. Najnowsza zaczęła się we wrześniu 2015 r., kiedy prezydent AP, Mahmoud Abbas, kłamliwie twierdził, że "brudne stopy" żydowskie bezczeszczą Wzgórze Świątynne; dodał, że z radością wita "każdą kroplę krwi rozlaną w Jerozolimie". Turyści wszystkich wyznań odwiedzają Wzgórze Świątynne – chociaż nie meczet – zgodnie z porozumieniem z AP.

Codziennie AP używa szkół i mediów, które kontroluje, do podżegania do ludobójczej nienawiści do Żydów.

Autonomia Palestyńska, organizacja terrorystyczna z antyżydowskimi celami ludobójczymi, jest przez cały czas subsydiowana milionami dolarów rocznie z Zachodu, który przedstawia ją jako bardziej "umiarkowaną" niż Hamas, co jest odpowiednikiem twierdzenia, że Al-Kaida jest bardziej "umiarkowana" od ISIS, choć nadal nie jest to wystarczający powód, by finansować Al-Kaidę.

Kiedy przywódcy AP mówią w świecie zachodnim, mogą brzmieć umiarkowanie. Kiedy mówią do Arabów palestyńskich jednak, mówią jak przywódcy Hamasu.

Jedynym pokojem, jaki rozważają jest "wyzwolenie" całej Palestyny "od rzeki do morza" – innymi słowy, całkowite zniszczenie Izraela i zastąpienie go sobą, wyraźnie potwierdza to każda mapa "Palestyny".

Autonomia Palestyńska uważa morderców Żydów, którzy z kolei są zabijani przez Izraelskie Siły Obronne, za szahidów, wojowników dżihadu, którzy giną dla Allaha: "męczenników".

Od dni Wielkiego Muftiego Jerozolimy, Amina al-Husseiniego, zanim założono państwo Izrael w 1948 r., Palestyńczycy używali kłamstwa, że Żydzi próbują zniszczyć meczet Al-Aksa na Wzgórzu Świątynnym, jako pretekst, by wzniecić muzułmańską nienawiść do Żydów i zamieszki i nieustannie powtarzają to oszczerstwo.

Usunięcie wykrywaczy metalu z wejść na Wzgórze Świątynne oznacza, że niemal z pewnością będzie więcej zamachów. Przywódcy AP i inni przywódcy islamscy uważają to za zwycięstwo.

Premier Izraela, Benjamin Netanyahu, powiedział, że rozumie tych, którzy krytykują decyzję rządu, i dodał, że wziął pod uwagę szersze implikacje bezpieczeństwa. Prawdopodobnie tak jest. Przywódcy Autonomii Palestyńskiej mogą mieć nadzieję podpalenia całego regionu i rozpoczęcia wojny regionalnej.

Wielu Izraelczyków jednak widzi to jako kolejne wycofanie się pod dyktando terroryzmu. Wiedzą, że AP jest wrogiem, który chce ich śmierci. Słyszeli, co krzyczano podczas zamieszek w Jerozolimie: "Żydzi, pamiętajcie Chajbar, armia Mahometa wraca" – aluzja do masakry społeczności żydowskiej przez islamskiego proroka Mahometa w 628 r. Widzą, że konflikt jest w zasadzie równie religijny, jak polityczny. Zgodnie z islamem, wszystko należy do Allaha – szczególnie miejsca, które były kiedyś pod rządami islamu, jak była ziemia Izraela za czasów Imperium Osmańskiego, i musi zostać odebrana i na zawsze trzymana w powiernictwie dla Allaha.

Z islamskiego punktu widzenia muzułmanom nigdy nie wolno w pełni zaakceptować istnienia Izraela na ziemi kiedyś zdobytej przez islam i dlatego, ich zdaniem, musi pozostać islamski na wieczność. Myśl, że Żydzi panują na ziemi, na której kiedyś panował islam, jest dla nich szczególnie odrażająca.

Chociaż Izraelczycy lata temu zaakceptowali to, że muzułmanie mogą modlić się na Wzgórzu Świątynnym, coraz mniej akceptują to, że Żydzi nie mają prawa modlić się tam. Widzą decyzję Izraela o zostawieniu Wzgórza Świątynnego w rękach muzułmańskiego Wakf po zjednoczeniu Jerozolimy w czerwcu 1967 r. jako tragiczny błąd, którego rezultatem jest stworzenie islamskiej enklawy na terytorium Izraela. Izraelczycy, którzy – co zrozumiałe – zmęczeni są atakami przeciwko sobie, są, jak kilka miesięcy temu podkreślał Daniel Pipes, gotowi na konfrontację i rozgromienie OWP.

Daniel Pipes proponuje kroki, by pchnąć konflikt w konstruktywnym kierunku bez spowodowania olbrzymiej pożogi: żądanie, by Autonomia Palestyńska płaciła za szkody uczynione przez terrorystów, włącznie z bardzo wysoką ceną za każde ukradzione życie; chowanie zabitych terrorystów bez zwracania zwłok rodzinom; ostre ograniczenie dostępu do terytoriów na Zachodnim Brzegu pod rządami AP; zakaz wstępu na lotniska izraelskie dla przywódców AP, jeśli wypowiadają się podżegająco oraz za każdym razem, kiedy jest przemoc antyizraelska, lub też poinformowanie ich od zaraz, że mogą używać lotnisk jordańskich, ale nie izraelskich.

Przywódcy izraelscy mogliby też mówić otwarciej. Dlaczego nie powiedzieć przywódcom europejskim, że Autonomia Palestyńska jest nadal ludobójczą organizacją terrorystyczną? Dlaczego nie spytać ich, jak mogą godzić się na finansowanie na Bliskim Wschodzie tego, co z przerażeniem odrzucają w Europie? Czy oni także chcą śmierci Żydów izraelskich?

Dlaczego nie powiedzieć otwarcie, że oferowanie państwa Autonomii Palestyńskiej, byłoby nagradzaniem terroryzmu i mordów – co wychodzi daleko poza to, co Izrael może zaakceptować w kilkadziesiąt lat po Holocauście? Czy mają nadzieję, że oszczędzi to Europie islamskiego terroryzmu?

Mówienie tego wszystkiego emisariuszom administracji Trumpa nie jest niezbędne. Amerykańska administracja już to wie. Prezydent Donald J. Trump powiedział Mahmoudowi Abbasowi to, czego nie odważył się powiedzieć żaden inny przywódca zachodni. Wie, że nie można niczego spodziewać się od Autonomii Palestyńskiej i że misja Jasona Greenblatta nie może się udać.

Powiedzenie tego przywódcom europejskim jest jednak koniecznością.

Prezydent Donald J. Trump powiedział Mahmoudowi Abbasowi to, czego nie odważył się powiedzieć żaden inny przywódca zachodni. Wie, że nie można niczego spodziewać się od Autonomii Palestyńskiej i że misja Jasona Greenblatta nie może się udać. Na zdjęciu: Trump i Abbas na wspólnym oświadczeniu 3 maja 2017 r. w Waszyngtonie. (Zdjęcie: Olivier Douliery-Pool/Getty Images)

Fakt, że Mahmoud Abbas mógł użyć starego antysemickiego oszczerstwa w przemówieniu, jakie wygłosił w Parlamencie Europejskim – i otrzymać stojącą owację – w 2016 r. ujawnia w równym stopniu najgłębsze pragnienia Europy, jak i ujawnia pragnienia Abbasa.

Równie demaskujący jest fakt, że francuski prezydent, Emmanuel Macron, mógł gorąco ściskać Mahmouda Abbasa i dziękować mu za pracę na rzecz "non-violence", kiedy wiadomo, że Abbas robi dokładne co innego.

Kiedy Macron witał Netanjahu w Paryżu na corocznym upamiętnieniu deportacji z Vel d'Hiv w kilka dni po spotkaniu z Mahmoudem Abbasem, ten nowy prezydent Francji potępił francuskie zachowanie wobec Żydów podczas okupacji niemieckiej, ale skorzystał z okazji, żeby podkreślić "pilną potrzebę" stworzenia "państwa palestyńskiego" z Jerozolimą jako stolicą. Netanyahu uprzejmie odpowiedział, że Autonomia Palestyńska nie uznaje Izraela jako państwa żydowskiego.

Jak wielu antysemitów, przywódcy francuscy i wielu innych w Europie zawsze wydają się gotowi do upamiętniania Żydów, którzy już są martwi, przyczyniając się równocześnie do mordowania Żydów, którzy nadal żyją.

Guy Millière: Francuski eseista, profesor literatury francuskiej na uniwersytecie w Paryżu, autor 27 książek na temat Europy, Stanów Zjednoczonych i Bliskiego Wschodu.

Tematy pokrewne:  Autonomia Palestyńska
Najnowsze artykuły autorstwa
otrzymuj najnowsze wiadomości e-mailem: zapisz się na darmową listę mailingową gatestone institute.

pl