
Gdy prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich, szejk Mohamed bin Zayed, odwiedził 6 marca w szpitalu ofiary niedawnych ataków, zrobił coś więcej niż tylko okazał współczucie. Przekazał przesłanie swojemu narodowi, regionowi i światu. Powiedział rannym i ich rodzinom, że ci, którzy mieszkają w Emiratach, są "wśród swojej rodziny w ZEA". W swoich pierwszych publicznych komentarzach po atakach dał również jasno do zrozumienia, że jego kraj "nie jest łatwą zdobyczą". Nie była to jedynie empatia. Była to doktryna: jego państwo zamierza bez przeprosin opowiedzieć się po stronie otwartości. Cena, jaką jego kraj zapłacił za jego wybitne przywództwo, była niezwykle wysoka.
Administracja Trumpa musi zwrócić na to szczególną uwagę: Zjednoczone Emiraty Arabskie nie są jedynie kolejną monarchią Zatoki Perskiej ani kolejnym partnerem energetycznym. Są jednym z najczytelniejszych przykładów w świecie arabskim kraju, który świadomie wybrał modernizację zamiast ideologicznej stagnacji oraz rozwój zamiast starej polityki resentymentu. W regionie zbyt często naznaczonym przez milicje i rewolucyjny sekciarski radykalizm Emiraty wybrały państwowość i postęp. Wybrały budować, a nie palić. Ten wybór właśnie sprawia, że są tak ważne — i właśnie dlatego są tak groźne dla sił żyjących z chaosu.
Ten wybór stał się oczywisty w 2020 roku, gdy ZEA podpisały z Izraelem Porozumienia Abrahamowe. Porozumienie formalnie ustanowiło pokój, stosunki dyplomatyczne oraz pełną normalizację między oboma państwami. Jego znaczenie wykraczało daleko poza samą dyplomację. ZEA złożyły strategiczną deklarację, że przyszłość Bliskiego Wschodu nie musi być budowana na odrzuceniu i niekończącej się konfrontacji. Może być budowana na współpracy, handlu, wymianie technologicznej oraz nowej architekturze regionalnej. ZEA nie traktowały pokoju jako symbolu. Traktowały pokój jako strategię dla współczesnego świata.
To właśnie to zerwanie z przeszłością sprawiło, że ZEA stały się celem. Irański reżim i jego pełnomocnicy doskonale rozumieją, co reprezentują Emiraty. Pewny siebie kraj arabski z muzułmańską większością, który przyjmuje nowoczesne rządy, przyciąga inwestycje, ściśle współpracuje ze Stanami Zjednoczonymi i zawiera pokój z Izraelem, jest żywym zaprzeczeniem całej ich wizji świata. Ideologiczny projekt Teheranu opiera się na przekonaniu regionu, że godność można osiągnąć jedynie poprzez bojowość i trwałą wrogość. ZEA dowodzą czegoś przeciwnego. Pokazały, że suwerenności można bronić bez fanatyzmu, a dobrobyt można budować poprzez pokój zamiast niekończącej się wojny. Dlatego ataki na ZEA nie są jedynie atakami na państwo. Są atakami na model pokojowego współżycia
Administracja Trumpa musi zrozumieć, że ochrona ZEA nie jest tylko gestem solidarności z sojusznikiem. Jest konieczna, jeśli Stany Zjednoczone chcą zachować jakikolwiek poważny, proamerykański porządek na Bliskim Wschodzie. Kraj, który zawarł pokój z Izraelem, odrzucił ekstremizm, inwestował w stabilność i związał się strategicznie z Waszyngtonem, nie może być atakowany bez znaczącej odpowiedzi.
Choć konfrontowanie się z Iranem jest bardzo doceniane, potrzeba zrobić więcej. Bez jednoczesnej ochrony swoich sojuszników w regionie każdy przyjaciel i wróg wyciągnie ten sam wniosek: amerykańskie gwarancje obowiązują tylko wtedy, gdy jest to wygodne. Taki pogląd zagroziłby nie tylko ZEA. Osłabiłby wiarygodność i przyszłość samych Porozumień Abrahamowych.
Prezydent Donald Trump bez wątpienia dostrzega to wyraźnie: jego niezwykłe Porozumienia Abrahamowe pozostają jednym z najważniejszych osiągnięć strategicznych nie tylko tego stulecia, ale całej historii. Biały Dom ogłosił w maju 2025 r., że Trump zapewnił ponad 200 miliardów dolarów nowych umów między USA a ZEA, jednocześnie przyspieszając wcześniej uzgodnione dziesięcioletnie ramy inwestycyjne ZEA w Stanach Zjednoczonych o wartości 1,4 biliona dolarów. Zobowiązania te dotyczyły sektorów kluczowych dla przyszłości świata, w tym infrastruktury sztucznej inteligencji, półprzewodników, energii, produkcji przemysłowej, biotechnologii oraz technologii związanych z obliczeniami kwantowymi. ZEA są poważnym partnerem inwestującym w amerykańską siłę, amerykański przemysł i amerykańską przewagę technologiczną.
Dane handlowe dodatkowo to potwierdzają. Według Biura Przedstawiciela Handlowego Stanów Zjednoczonych łączna wartość handlu towarowego między USA a ZEA wyniosła w 2025 r. 39 miliardów dolarów. Amerykański eksport do ZEA osiągnął 31,4 miliarda dolarów, podczas gdy nadwyżka handlowa USA w handlu towarowym z Emiratami wyniosła 23,8 miliarda dolarów. Mówiąc prościej: ZEA wyraźnie chętnie wspierają amerykański przemysł, amerykański eksport i amerykańską siłę gospodarczą, lecz taki kraj nie powinien zastanawiać się, czy Stany Zjednoczone nadal uważają go za wartościowego sojusznika.
Obrona ZEA jest zatem całkowicie zgodna z realistyczną strategią amerykańską. Stany Zjednoczone nie pomagały w zawarciu Porozumień Abrahamowych po to, by patrzeć, jak ich najodważniejszy arabski partner staje się odsłoniętym celem. Poważna polityka nie wymaga lekkomyślnej eskalacji ani sentymentalnej retoryki. Wymaga powagi: ściślejszej koordynacji wywiadowczej, silniejszej zintegrowanej obrony powietrznej i przeciwrakietowej, bardziej zdecydowanego odstraszania wobec irańskiej agresji i działań pełnomocników oraz jednoznacznej publicznej deklaracji, że Stany Zjednoczone zdecydowanie stoją po stronie państw, które wybierają pokój zamiast terroru i sojusz z USA zamiast rewolucyjnego szantażu. To nie jest dobroczynność wobec Abu Zabi. To obrona interesów Ameryki oraz regionalnej równowagi korzystnej dla Stanów Zjednoczonych.
Alternatywa jest znacznie bardziej niebezpieczna. Jeśli Emiraty pozostaną bez ochrony, sygnał dla regionu będzie druzgocący. Powie każdemu reformatorowi, każdemu pragmatykowi i każdemu rządowi rozważającemu bliższe związki z Waszyngtonem, że wybór pokoju przynosi prestiż, ale niekoniecznie ochronę. Powie Iranowi i jego pełnomocnikom, że najodważniejszy arabski partner Porozumień Abrahamowych może zostać dotkliwie uderzony. I powie wrogom pokoju, że Ameryka jest gotowa chwalić nowy Bliski Wschód w przemówieniach, lecz niekoniecznie go bronić w czasie kryzysu.
ZEA mają znaczenie, ponieważ dokonały wyboru, którego w tamtym czasie nikt inny się nie odważył podjąć. Odrzuciły politykę gniewu i fałszywy romantyzm "oporu". Odrzuciły stare kłamstwo, że świat arabski musi wybierać między dyktaturą, teokracją a upadkiem. Zamiast tego wybrały tolerancję, rozwój i pokój z Izraelem — nie z naiwności, lecz dlatego, że pokój jest jedynym trwałym fundamentem, na którym poważne państwa mogą budować dobrobyt i siłę.
Trump powinien powiedzieć — i udowodnić — coś bardzo prostego: Ameryka stoi po stronie państw, które budują, a nie reżimów, które niszczą; po stronie rządów zawierających pokój, a nie ruchów gloryfikujących przemoc; po stronie tych, którzy rozwijają nowoczesność, a nie tych, którzy cofają region w stronę fanatyzmu.
Aby bronić Porozumień Abrahamowych, Trump musi bronić ZEA.
