"Kwestia Tajwanu jest najważniejszym problemem w relacjach chińsko-amerykańskich" — powiedział Xi Jinping prezydentowi Donaldowi Trumpowi podczas ich szczytu w tym miesiącu, według rzeczniczki chińskiego MSZ Mao Ning. "Jeśli zostanie właściwie rozwiązana, relacje dwustronne zachowają ogólną stabilność. W przeciwnym razie oba kraje czekają starcia, a nawet konflikty, co postawi całe relacje w ogromnym niebezpieczeństwie".
"Kwestia Tajwanu", według ambasady Chin w Waszyngtonie, jest pierwszą z "czterech czerwonych linii" w relacjach chińsko-amerykańskich, "których nie wolno przekraczać".
Chińska Republika Ludowa jednak blefuje.
Już na wstępie warto zaznaczyć: chiński reżim nie ma żadnych czerwonych linii ani zasad. Przesuwa swoje "granice" w zależności od zmieniającej się oceny własnej pozycji negocjacyjnej. Co więcej, przez całą historię Chińskiej Republiki Ludowej polityka zagraniczna państwa była ściśle związana z wewnętrznymi intrygami politycznymi i zmieniała się wraz z nimi. Obecnie preferowaną przez Xi formą dyplomacji jest zastraszanie, dlatego stara się on sprawiać wrażenie, że nigdy nie zmieni swojego stanowiska.
Mimo to dla Xi wszystko jest ostatecznie przedmiotem negocjacji - w tym także Tajwan.
Xi musi negocjować. Chińska armia nie jest obecnie zdolna do realizacji jego gróźb użycia siły w celu aneksji Tajwanu. Coraz intensywniejsze czystki wśród generałów i admirałów sprawiły, że w Centralnej Komisji Wojskowej Komunistycznej Partii Chin - najwyższym organie wojskowym - nie pozostali żadni oficerowie operacyjni. Tymczasem do przeprowadzenia skomplikowanej inwazji powietrzno-lądowo-morskiej na główną wyspę Tajwanu konieczna jest ścisła koordynacja.
Co więcej, aby dokonać inwazji, Xi musiałby przekazać jakiemuś wysokiemu oficerowi niemal pełną kontrolę nad Armią Ludowo-Wyzwoleńczą, czyniąc z niego najpotężniejszą osobę w Chinach. To prawdopodobnie nie jest coś, na co Xi byłby obecnie gotów.
Ponadto staje się coraz bardziej oczywiste, że chińscy wyżsi oficerowie z różnych powodów nie chcą podejmować tak ryzykownej operacji, dlatego Xi często mówi im: "Miejcie odwagę walczyć".
Niezdolność chińskiej armii do działania daje Stanom Zjednoczonym bezkosztową możliwość uzbrojenia Tajwanu.
W grudniu administracja Trumpa zatwierdziła pakiet uzbrojenia o wartości 11,1 miliarda dolarów — największy amerykański pakiet zbrojeniowy dla Tajwanu w historii.
Trump zrobił jednak Chinom ogromny prezent, mówiąc, że planowana sprzedaż uzbrojenia o wartości 14 miliardów dolarów jest "bardzo dobrą kartą negocjacyjną" dla USA. Słowa te padły w wywiadzie dla prezentera Fox News Breta Baiera, wyemitowanym po szczycie. "Wstrzymuję tę decyzję i wszystko zależy od Chin" - powiedział.
Tajwan jednak nie jest "kartą przetargową". Tajwan ma absolutnie kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa Ameryki:
Wyspa posiada "krzemową tarczę": jedna z jej firm, Taiwan Semiconductor Manufacturing Co., produkuje około 92% najbardziej zaawansowanych mikrochipów na świecie.
Tajwan powstrzymuje chińską marynarkę wojenną i lotnictwo przed wyjściem na Pacyfik i zagrożeniem Stanom Zjednoczonym oraz ich demokratycznym sojusznikom - takim jak Australia, Japonia i Filipiny - w ich bezpośrednim otoczeniu.
Od XIX wieku Waszyngton wyznacza swoją zachodnią linię obrony u wybrzeży Azji Wschodniej, a Tajwan znajduje się w samym centrum tej linii - tam, gdzie Morze Południowochińskie styka się z Morzem Wschodniochińskim. Tajwan strzeże podejścia do dwóch amerykańskich sojuszników traktatowych: Japonii i Filipin.
Po katastrofalnym wycofaniu się z Afganistanu Tajwan stał się kluczowym testem wiarygodności i determinacji Ameryki. Oddanie wyspy bez wątpienia rozzuchwaliłoby ekspansjonistyczny Pekin.
Wreszcie, sprawa demokracji poniosłaby ogromny cios, gdyby totalitarne Chiny przejęły demokratyczny Tajwan.
"Wstrzymanie zbrojenia Tajwanu nie tylko zwiększy pokusę Chin do ataku, ale również podważy strategiczną wiarygodność USA w Tokio, Seulu i Manili, których współpraca jest niezbędna, by Ameryka mogła odstraszać Chiny" - powiedział Gatestone Richard Fisher z International Assessment and Strategy Center. "Podczas pierwszej kadencji i obecnie, w drugiej, Trump przewyższył swoich poprzedników pod względem jakości i ilości broni sprzedawanej Tajwanowi. Wstrzymanie sprzedaży broni pokaże Xi Jinpingowi, że Amerykę można zastraszyć groźbami, a to z kolei pomoże rozmontować strukturę sojuszy USA w Azji".
Ponadto Tajwan jest najlepszą amerykańską tarczą w wojnie informacyjnej prowadzonej przez Chiny przeciwko USA. "Partia Komunistyczna nie może zaakceptować obrazu prosperującego, demokratycznego Tajwanu widocznego dla mieszkańców kontynentu - ludzi uciskanych, poddawanych grabieży organów i ocenianych przez system kredytu społecznego" - powiedział tej publikacji Blaine Holt, emerytowany generał sił powietrznych USA i obecnie obserwator Chin.
Obrona Tajwanu jest więc obroną Ameryki.
Decyzje dotyczące pakietów uzbrojenia pokażą przede wszystkim, czy Trump boi się Xi Jinpinga. Jeśli amerykański prezydent nie potrafi zrobić czegoś, co leży bezpośrednio w interesie Stanów Zjednoczonych, ponieważ mogłoby to rozgniewać Chiny, Trump pośrednio przyzna, że Pekin kontroluje Biały Dom.
Wstrzymanie sprzedaży broni wyglądałby ponadto na naruszenie Taiwan Relations Act z 1979 roku, który zobowiązuje Stany Zjednoczone między innymi do "dostarczania Tajwanowi broni o charakterze defensywnym".
Czy Trump zatwierdzi sprzedaż uzbrojenia za 14 miliardów dolarów? Po szczycie Trump przyjął fałszywą chińską narrację dotyczącą Tajwanu. "Mają tam teraz kogoś, kto chce niepodległości" - powiedział Baierowi, odnosząc się do prezydenta Tajwanu Lai Ching-te.
Tajwan jednak już jest niepodległy. To państwo posiadające wszystkie atrybuty suwerenności wymienione w konwencji z Montevideo z 1933 roku. Tajwan jest przecież Republiką Chińską, całkowicie oddzielną i niezależną od Chińskiej Republiki Ludowej.
Tajwan - wbrew temu, co Trump powiedział po szczycie - nie jest stroną próbującą zmienić status quo. W rzeczywistości Chińska Republika Ludowa nigdy nie sprawowała żadnej kontroli nad Tajwanem, a żaden chiński reżim w Pekinie nigdy nie posiadał bezspornego zwierzchnictwa nad wyspą.
Jest jednak jedna rzecz, co do której możemy zgodzić się z Xi: Ameryka musi właściwie "rozwiązać kwestię Tajwanu". Nadszedł czas, by powiedzieć mu - publicznie, jeśli będzie trzeba — że Tajwan nie jest jego sprawą.
Gordon G. Chang jest autorem książki Plan Red: China's Project to Destroy America, starszym wyróżnionym analitykiem Gatestone Institute oraz członkiem jego rady doradczej.
