Słowo "szumowiny" wydają się całkiem trafnym określeniem obecnego kierownictwa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) Islamskiej Republiki Iranu, zwłaszcza po tym, jak Izrael poinformował prezydenta USA Donalda J. Trumpa, że irańscy przywódcy planują go zabić.
Pozostaje mieć nadzieję, że prezydent USA zechce teraz ponownie przemyśleć, kto jest jego prawdziwym przyjacielem i kto jest prawdziwym przyjacielem Ameryki. Wśród swoich "dobrych przyjaciół" prezydent Trump wymieniał przywódców Kataru, Turcji, Rosji i Chin. Mogą oni być jego przyjaciółmi; co nie oznacza to, że leży im na sercu dobro Ameryki lub Zachodu. Ich definicja "najlepszego interesu" może równie dobrze oznaczać to, czego sami chcieliby dla siebie - niekoniecznie to, czego chciałby Wolny Świat.
Byłoby naiwnością nie brać pod uwagę możliwości, że takie kraje jak Katar, Turcja i Pakistan z ujmującym wdziękiem - i często bardzo hojnie - po prostu chcą przeczekać prezydenturę Trumpa, jednocześnie przygotowując się do realizacji własnej wizji "najlepszego interesu" w chwili, gdy opuści urząd.
Katar, państwo liczące zaledwie 350 tysięcy obywateli, od 2000 roku miał rzekomo "zainwestować" od 400 miiardów do 1,2 biliona dolarów w "wywieranie wpływu" na Stany Zjednoczone. Nie promuje przy tym demokracji w duchu Jeffersona. Kwota ta nie obejmuje katarskiego daru dla USA w postaci prezydenckiego Boeinga określanego jako "latający pałac", wartego 400 milionów dolarów, ani zobowiązania do inwestycji o wartości 243 miliardów dolarów, "stanowiącego fundament pod jeszcze większą obietnicę gospodarczą o wartości 1,2 biliona dolarów". Czego Katar oczekuje w zamian za tę inwestycję? Czy ktokolwiek zadał to pytanie?
Katar jest również największym sponsorem Bractwa Muzułmańskiego, które otwarcie dąży do "upadku Zachodu z jego własną pomocą". Motto Bractwa Muzułmańskiego brzmi: "Allah jest naszym celem; Prorok jest naszym przywódcą; Koran jest naszym prawem; dżihad jest naszą drogą; śmierć na drodze Allaha jest naszym najwyższym pragnieniem".
"Katar znajduje się na czele światowych sponsorów terroryzmu... Nawet przed Iranem" - twierdzi Udi Levy, były wysoki funkcjonariusz izraelskiego Mossadu, który zajmował się śledzeniem źródeł finasowania organizacji terrorystycznych.
Turcja przedstawiana jest jako "rezerwowy przyjaciel" Trumpa i liczy obecnie na to, że otrzyma od niego myśliwce stealth F-35, mimo że Erdogan planuje wojnę z Izraelem oraz grozi Grecji i Cyprowi.
Indoktrynacja płynie z Chin (tutaj, htutaj i tutaj), gdzie kształtuje się nieprzychylne postawy wobec Izraela i Stanów Zjednoczonych oraz podejmuje próby storpedowania amerykańskich planów budowy centrów danych i dalszego rozwoju sztucznej inteligencji.
Partia Republikańska jest podzielona pomiędzy izolacjonistyczne skrzydło reprezentowane przez wiceprezydenta J.D. Vance'a a większość, która zbyt dobrze pamięta, że to, co zaczyna się w Sudetach, nie pozostaje w Sudetach, i która nadal postrzega Izrael - zaprzyjaźnioną demokrację - jako potęgę w dziedzinie wywiadu wojskowego i osobowego, niezbędną do utrzymania wpływów Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie.
Historia nieuczciwych działań Chin wymierzonych przeciwko Stanom Zjednoczonym jest równie długa, co rozbudowana. Obejmuje między innymi wysyłanie balonów szpiegowskich nad najbardziej wrażliwe amerykańskie bazy wojskowe; kupowanie "gruntów rolnych" w ich pobliżu; zalewanie kraju fentanylem i innymi syntetycznymi opioidami, które każdego roku powodują śmierć ponad 100 tysięcy Amerykanów - co odpowiada katastrofie jednego dużego samolotu pasażerskiego każdego dnia; opracowywanie śmiercionośnych patogenów w tajnych laboratoriach; przemycanie do kraju niebezpiecznych patogenów rolniczych; kradzież własności intelektualnej o wartości około 600 tysięcy dolarów rocznie; okłamywanie świata w sprawie zdolności COVID-19 do przenoszenia się między ludźmi, co kosztowało życie ponad miliona Amerykanów; przemycanie setek mężczyzn w wieku poborowym, którzy mogą czekać na sygnał z ojczyzny; stworzenie - dzięki przemysłowi tzw. turystyki porodowej działającemu na skalę przemysłową - szacunkowo 1,3 miliona nowych obywateli amerykańskich, którzy są natychmiast odwożeni z powrotem do Chin i tam wychowywani do ukończenia 18. roku życia, po czym mogą wrócić do USA, głosować, finansować kampanie wyborcze, kandydować na urzędy i potencjalnie przejąć władzę w Ameryce - by wymienić jedynie kilka z przewinień Komunistycznej Partii Chin.
Tymczasem prezydent Rosji Władimir Putin przez całą swoją polityczną karierę pozostawiał po sobie wyłącznie zniszczenie. Zamienił rosyjskie miasto Grozny w ruinę, zatwierdził użycie broni chemicznej w Syrii oraz dokonał inwazji na Gruzję, Krym i Ukrainę - gdzie od czasu swojej źle przemyślanej agresji doprowadził już do ponad dwóch milionów rosyjskich ofiar.
Po lekturze niewiążącego Memorandum o Porozumieniu (MOU) zawartego w Islamabadzie między Stanami Zjednoczonymi a Iranem można się poważnie zastanawiać, jak prezydent mógł zaakceptować taki tekst. Określano go jako "dokument kapitulacyjny wobec morderczego i okrutnego reżimu terrorystycznego".
Według "The New York Times" Vance przekonał Trumpa do zawarcia tego "układu" z terrorystycznym reżimem Iranu. Jest to sytuacja gorsza niż brak porozumienia, ponieważ ulega się kojącej iluzji, że posiada się egzekwowalną umowę. To ta sama pułapka, w którą w 1938 roku dał się wciągnąć brytyjski premier Neville Chamberlain w relacjach z kanclerzem Rzeszy Adolfem Hitlerem, lecz dziś powinniśmy już wiedzieć lepiej. Stany Zjednoczone powinny dążyć do bezwarunkowej kapitulacji - "My wygrywamy, oni przegrywają" - tak jak miało to miejsce w przypadku Niemiec i Japonii podczas II wojny światowej.
Memorandum nie odniosło się do żadnego z celów przedstawionych przez Trumpa 28 lutego, kiedy rozpoczęły się amerykańskie i izraelskie operacje wojskowe przeciwko Iranowi. Ani jedno słowo nie dotyczy zagrożenia stwarzanego przez irańskie pociski balistyczne, mimo że od czasu irańskich odpaleń skierowanych przeciwko Diego Garcia stało się jasne, iż Iran dysponuje wieloma rakietami o zasięgu znacznie większym, niż wcześniej sądzono. Irańskie pociski są zdolne dosięgnąć większości Europy, a wkrótce Iran może dysponować rakietami zdolnymi razić terytorium Stanów Zjednoczonych.
Co gorsza, krótko po podpisaniu memorandum Trump wyraził aprobatę dla dalszej produkcji irańskich pocisków balistycznych:
"Mówię tylko, że jeśli inne kraje je mają, to byłoby trochę niesprawiedliwe, gdyby oni ich nie mieli... Jeśli Arabia Saudyjska, Katar i wszyscy pozostali je posiadają, powiedziałbym, że w proporcjonalnym zakresie jest to w porządku."
Nie, to nie jest "w porządku". Katar i Arabia Saudyjska nie ostrzeliwują swoich sąsiadów ani nie skandują codziennie haseł "Śmierć Izraelowi" i "Śmierć Ameryce".
W Memorandum nie znalazła się również żadna wzmianka o irańskich pełnomocnikach terrorystycznych, poza pośrednim i niejednoznacznym odniesieniem do "Libanu". W tekście stwierdzono, że zaprzestanie działań wojennych ma być "całkowite i trwałe" na "wszystkich frontach, w tym w Libanie", oraz że odtąd zagwarantowana zostanie "integralność terytorialna i suwerenność" Libanu. Reżim irański najwyraźniej odczytał to jako ciche przyzwolenie dla swojej terrorystycznej organizacji pełnomocniczej, Hezbollahu - który przejął kontrolę nad Libanem po uzyskaniu prawa weta w rządzie w 2008 roku - aby pozostać na miejscu i nadal dążyć do zniszczenia Izraela.
Memorandum pominęło również zniszczenia spowodowane masowymi atakami na Izrael, kraj mniejszy od amerykańskiego stanu New Jersey (około 22 tys. km²). Wojny przeciwko Izraelowi, w które Hezbollah wciągnął Liban, zamieniły ten niegdyś piękny kraj, określany kiedyś mianem "Szwajcarii Bliskiego Wschodu", w państwo upadłe.
Porozumienie przewidywało także, że "natychmiast po podpisaniu niniejszego Memorandum Stany Zjednoczone Ameryki rozpoczną znoszenie swojej blokady morskiej". Trump zgadzał się tym samym zrezygnować z instrumentu nacisku, jaki Stany Zjednoczone posiadały wobec irańskiego reżimu. W tekście zapisano ponadto, że Iran zapewni swobodny przepływ wszystkim jednostkom pływającym w Zatoce Perskiej przez okres "jedynie sześćdziesięciu dni" - przy czym słowo "jedynie" oznacza, że po upływie 60 dni Iran mógłby zacząć pobierać od statków handlowych opłaty lub myto za przepływ przez cieśninę. W konsekwencji Iran uznaje obecnie cieśninę za znajdującą się pod jego kontrolą.
"Stany Zjednoczone Ameryki" - czytamy dalej w Memorandum - "zobowiązują się, we współpracy z partnerami regionalnymi, do opracowania ostatecznego, wspólnie uzgodnionego planu o wartości co najmniej 300 miliardów dolarów na odbudowę i rozwój gospodarczy Islamskiej Republiki Iranu". Trump oferował Iranowi miliardy dolarów na "odbudowę" - nie jest jasne czego, ale prawdopodobnie jego sił zbrojnych i programu broni jądrowej. Zamrożone aktywa Iranu miały zatem nie zostać wykorzystane na spłatę strat wyrządzonych Stanom Zjednoczonym, Izraelowi czy państwom arabskim Zatoki Perskiej, lecz na odbudowę irańskiego programu nuklearnego, obejmującego "tysiące wirówek do wzbogacania uranu" ukrytych pod górą Pickaxe Mountain. Iran miał zostać nagrodzony za prowadzenie 47-letniej wojny poprzez otrzymanie środków umożliwiających jej kontynuowanie.
Nawet jeśli finansowanie nie pochodziłoby bezpośrednio od amerykańskich podatników, lecz od Arabii Saudyjskiej i innych państw Zatoki Perskiej, propozycja oznaczała, że irański reżim odzyskałby dawną potęgę, a sąsiednie kraje mogłyby wkrótce zostać zmuszone do płacenia haraczu za korzystanie z Cieśniny Ormuz.
Ryzyko pozyskania przez Iran broni jądrowej - kluczowa kwestia, której, jak twierdzi Trump, wojna miała zapobiec - zostało w Memorandum potraktowane w sposób skrajnie rozwodniony. Tekst stwierdza, że "Islamska Republika Iranu ponownie potwierdza, iż nie będzie pozyskiwać ani rozwijać broni jądrowej". Irański reżim konsekwentnie utrzymywał - kłamiąc - że nie dąży do zdobycia broni atomowej. Podpisując Memorandum, Trump zdawał się przyjąć to kłamstwo za prawdę. Co więcej, wcześniej domagał się usunięcia lub zniszczenia wzbogaconego uranu, po czym nagle zaakceptował dalsze wzbogacanie.
Tekst przewidywał, że proces ten będzie odbywał się "pod nadzorem MAEA" (Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej). Po obserwacji żałośnie nieskutecznych działań Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w przeszłości, zapis ten należałoby uznać za przejaw myślenia życzeniowego.
Na zakończenie tekst zapowiadał przyszłe rozmowy dotyczące "kwestii wzbogacania oraz innych wzajemnie uzgodnionych spraw związanych z potrzebami nuklearnymi Islamskiej Republiki Iranu", sygnalizując, że Trump może być gotów zaakceptować dalsze wzbogacanie uranu i utrzymanie wirówek - które, jak się okazało, Iran zdążył już ukryć pod górą Pickaxe Mountain - co w Memorandum określono krótko jako "utrzymanie status quo".
"Natychmiast po podpisaniu niniejszego Memorandum" - stanowił dokument - "i do czasu zniesienia sankcji Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych wyda zezwolenia na eksport irańskiej ropy naftowej, produktów naftowych i ich pochodnych" - zezwolenia, które Trump później wycofał po naruszeniu przez Iran warunków zawieszenia broni.
Jak argumentują osoby próbujące usprawiedliwiać fatalną treść Memorandum, nie jest ono formalnym, wiążącym traktatem. Mimo to ustanowiło ono podstawy i ramy negocjacji, które już się rozpoczęły. Paradoksalnie tekst Memorandum był tak zbieżny z irańskimi żądaniami, że przywódcy Iranu mogliby z łatwością przestrzegać zaakceptowanych przez Stany Zjednoczone zapisów, jednocześnie zachowując wszystko, na czym naprawdę im zależało.
Jeśli chodzi o zmianę reżimu w Iranie, którą Trump obiecał Irańczykom, pisząc "Pomoc jest w drodze", szybko ogłosił, że nie jest już ona celem: "Nie dążymy do zmiany reżimu w Iranie". Obecne kierownictwo Iranu, zdominowane przez bezwzględny Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), będzie mogło odbudować i umocnić swoją władzę. Arabia Saudyjska i pozostałe państwa Zatoki Perskiej, które najwyraźniej dostrzegły nowe zagrożenie, zaczęły odpowiednio dostosowywać swoją politykę. Najprawdopodobniej - i nietrudno się temu dziwić - utraciły zaufanie do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa i wydają się przystosowywać do przetrwania irańskiego reżimu, stawiając na utrzymywanie z nim dialogu zamiast konfrontacji.
Memorandum nie zawiera ani jednego słowa na temat brutalnych represji reżimu wobec narodu irańskiego. Według Trumpa tylko w styczniu irańskie siły bezpieczeństwa zabiły 54 tysiące uczestników protestów. Memorandum nie wspomina o trwających masowych aresztowaniach, torturach, gwałtach ani egzekucjach. Oznacza to, że zbrodnie reżimu i represje wobec własnych obywateli nie tylko trwałyby nadal, lecz najprawdopodobniej jeszcze by się nasiliły. Dziesiątki tysięcy Irańczyków zamordowanych przez reżim w styczniu zostały już zapomniane; po prostu nikt o nich nie wspomina. Naród irański czuje się zdradzony.
Na razie wydaje się, że jemeński pełnomocnik Iranu, ruch Huti, pozostanie na swoim miejscu i nadal będzie finansowany oraz zbrojony przez Teheran. Izrael jednoznacznie oświadczył, że będzie nadal bronił siebie - a także cywilizacji zachodniej - pomimo niestosownych i chybionych tyrad Vance'a, który fałszywie przedstawiał Izrael jako stronę agresywną, ignorując jednocześnie rzeczywistego agresora, czyli Iran.
Dzięki znaczącym wysiłkom sekretarza stanu USA Marco Rubio rząd Libanu jest w trakcie realizacji planu mającego na celu uwolnienie kraju od głównego irańskiego pełnomocnika, Hezbollahu. Rubio nadzorował podpisanie porozumienia - tym razem wiążącego - pomiędzy rządami Libanu, Stanów Zjednoczonych i Izraela, potwierdzającego ich "wspólny cel osiągnięcia trwałego pokoju". To wiążące porozumienie pozostaje w sprzeczności z postanowieniami niewiążącego Memorandum podpisanego z Iranem.
Izrael prowadził wojnę przeciwko Iranowi u boku Stanów Zjednoczonych, aby uniemożliwić irańskiemu reżimowi zdobycie broni jądrowej i powstrzymać go przed dalszym destabilizowaniem Bliskiego Wschodu, Stanów Zjednoczonych i Wolnego Świata. Podobnie jak państwa arabskie Zatoki Perskiej - nie wspominając o większości narodu irańskiego - Izrael najprawdopodobniej chciałby zobaczyć upadek obecnego reżimu w Iranie. Zamiast tego u władzy pozostaje wojskowy reżim IRGC, równie przerażający, a być może nawet gorszy od rządów mułłów; nadal atakuje sąsiadów rakietami i dronami, wspiera terroryzm oraz torturuje i dokonuje egzekucji własnych obywateli. Choć osłabiony, Iran wciąż dysponuje wysoko wzbogaconym uranem, rakietami i dronami oraz rości sobie prawo do kontroli nad Cieśniną Ormuz - międzynarodowym szlakiem wodnym - domagając się od statków handlowych opłat za "ochronę" i ostrzeliwując te jednostki, które odmawiają ich uiszczenia.
8 kwietnia, podobno z inicjatywy Vance'a, Trump zdecydował o dwutygodniowym zawieszeniu broni, które ostatecznie trwało ponad dwa miesiące. Izrael został poinformowany o zawieszeniu broni z opóźnieniem i wykluczony z negocjacji prowadzonych po jego ogłoszeniu. W Memorandum nie wspomniano o Izraelu nawet jako o "podmiocie". Trump i jego administracja jasno dali do zrozumienia, że oczekują od Izraela zaakceptowania wszystkich decyzji podejmowanych przez Stany Zjednoczone.
Izraelczycy pamiętają, że Trump przez długi czas był dobrym przyjacielem Izraela, lecz dostrzegają, iż ostatnio zdystansował się wobec ich kraju na rzecz państw będących zaprzysięgłymi wrogami Izraela. Trump zaprzeczył nawet, jakoby Izrael przekazał informacje wywiadowcze dotyczące najnowszej próby zamachu na jego życie przygotowywanej przez Iran.
Vance, który nigdy nie wyrażał przyjaznych uczuć wobec Izraela ani nie popierał wojny przeciwko Iranowi, otrzymał zadanie prowadzenia negocjacji z Teheranem. Próbuje bronić swojego niemożliwego do obrony Memorandum i ostro atakuje izraelskich polityków, którzy - odsunięci od negocjacji - mieli czelność wyrazić zastrzeżenia wobec katastrofalnych rezultatów rozmów. Słowa wiceprezydenta USA, że w interesie izraelskich przywódców leży nieantagonizowanie "jedynego potężnego sojusznika, jakiego mają jeszcze na całym świecie", były równie niezgodne z prawdą, co jadowite. Niemcy, Węgry, Czechy, Polska, Indie, Argentyna, Azerbejdżan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Maroko i Bahrajn - trzy ostatnie państwa będące sygnatariuszami Porozumień Abrahamowych - pozostają konsekwentnymi sojusznikami Izraela.
Trump kilkakrotnie twierdził, że w Iranie doszło już do "zmiany reżimu". Jest to stwierdzenie mylące i on sam doskonale o tym wie. IRGC od zawsze stanowił część reżimu; obecnie po prostu przejął pełnię władzy. Reżim mułłów przekształcił się jedynie w reżim IRGC. Zmieniły się twarze, lecz ta sama polityka i te same instytucje pozostały.
Trump początkowo określał obecnych przywódców Iranu jako "mniej radykalnych" i "bardzo racjonalnych ludzi" - aż do chwili, gdy zaledwie kilka godzin po elektronicznym podpisaniu Memorandum ten sam polityk, który je podpisał, Mohammad Bagher Ghalibaf, wystąpił w telewizji i wezwał do "wyzwolenia Jerozolimy". Niedawno ogłosił również, że Iran "nie dopuści do żadnej ingerencji w Cieśninie Ormuz", po czym zaczął naruszać wszystkie zawarte porozumienia.
Rosja i Chiny pozostają sojusznikami Iranu; jeśli Trump okaże się teraz niezdecydowany, szybko pomogą Iranowi odzyskać dawną siłę.
Reżim irański nadal utrzymuje, że zabije Trumpa, przejmie kontrolę nad Cieśniną Ormuz i, ogólnie rzecz biorąc, będzie postępował według własnego uznania.
Europejscy przywódcy, którzy na początku konfliktu deklarowali, że "to nie jest nasza wojna", najprawdopodobniej nadal będą prowadzić politykę ustępstw wobec Iranu, jednocześnie dystansując się od Izraela.
"Nie możemy zaakceptować status quo, w którym Iran w każdej chwili może zamknąć cieśninę lub wykorzystywać swoich pełnomocników do atakowania Izraela" - ostrzegł były sekretarz stanu USA Mike Pompeo 19 czerwca. "Musimy dokończyć to zadanie, tak aby ten reżim został całkowicie pozbawiony kłów - i kropka."
8 lipca, podczas szczytu NATO w Ankarze, prezydent Trump najwyraźniej uznał, że ma już dość. Iran ostrzelał trzy statki handlowe w Cieśninie Ormuz, naruszając tygodniowe zawieszenie działań, o które sam wcześniej zabiegał na czas pogrzebu zmarłego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego. Trump ogłosił, że zawieszenie broni "dobiegło końca", nazwał przywódców Iranu "szumowinami" i powiedział: "Po prostu dokończmy to zadanie".
Od dziesięciu dni Stany Zjednoczone bombardują irańskie instalacje wojskowe, ograniczając zdolność Iranu do sprawowania kontroli nad Cieśniną Ormuz.
Trudno uwierzyć, że ktokolwiek nadal rozważa zawarcie jakiegokolwiek "porozumienia" z obecnym reżimem Iranu - który i tak nie zamierzałby go przestrzegać.
Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem Trump rzeczywiście "dokończy zadanie" - doprowadzając do zmiany reżimu i rezygnując z przekazania Turcji myśliwców F-35. W przeciwnym razie szanse na trwały pokój na Bliskim Wschodzie są zerowe.
Dr Guy Millière jest profesorem Uniwersytetu Paryskiego oraz autorem 27 książek poświęconych Francji i Europie.
