Przez dziesięciolecia irański reżim skrywał swoje strategiczne zamiary za zasłoną niejednoznaczności, zaprzeczeń i starannie wyważonych oświadczeń. Jego obecna strategia stała się jednak wyjątkowo jawna. Niedawne wypowiedzi przypisywane Majidowi Shakeriemu, doradcy przewodniczącego irańskiego parlamentu Mohammada Baghera Ghalibafa, sugerują, że Teheran uważa, iż jego droga do zwycięstwa nie musi prowadzić przez militarne pokonanie Stanów Zjednoczonych, lecz przez odpowiednie zarządzanie konfrontacją aż do zakończenia kadencji prezydenta Donalda Trumpa w styczniu 2029 roku. Shakeri opisał tę strategię jako utrzymywanie stanu "ani wojna, ani pokój" oraz wykazywanie się "strategiczną cierpliwością" i "dogadywanie się z nim [prezydentem Trumpem], dopóki jego kadencja się nie skończy". Jest to strategia, którą Waszyngton i jego sojusznicy powinni traktować poważnie.
Pierwotnym celem wojennym Stanów Zjednoczonych i Izraela była bezwarunkowa kapitulacja reżimu oraz jego strategiczna klęska - sparaliżowanie jego potencjału militarnego, wyeliminowanie kluczowych szczebli przywództwa oraz wymuszenie rzeczywistej kapitulacji w kwestiach programu nuklearnego, rakietowego i regionalnej agresji. Od tego czasu Teheran przeniósł ciężar konfliktu na Cieśninę Ormuz. Przez pozostałą część prezydentury Trumpa reżim zamierza prowadzić dobrze znaną grę: otwierać i zamykać szlak wodny, od czasu do czasu sugerować możliwość negocjacji, korzystać z pośredników, podchodzić do stołu rozmów, a następnie od niego odchodzić. Nim ktokolwiek się zorientuje, miną dwa lata.
To reżim, który przeciągał wojnę z Irakiem przez osiem makabrycznych lat; wie więc, jak przedłużać konflikt. Ponieważ przywódcy Iranu nie dbają o cierpienie własnego społeczeństwa - o czym najlepiej świadczą trwające egzekucje, tłumienie protestów i obojętność wobec ekonomicznego koszmaru - są w stanie wytrzymać sankcje, utratę dochodów z ropy i trudności, które doprowadziłyby do upadku większości rządów. Sprzedawanie ropy albo jej niesprzedawanie ma znaczenie drugorzędne. Jedynym priorytetem jest przetrwać Trumpa.
Kontrola nad cieśniną - przez którą w normalnych warunkach przepływa około jedna piąta ropy będącej przedmiotem światowego handlu - stała się dla Iranu "złotą bronią", przyćmiewając nawet kwestię nuklearną jako najważniejszą kartę przetargową. Irańscy urzędnicy wielokrotnie oświadczali, że ten szlak wodny nie powróci do przedwojennego statusu otwartego międzynarodowego przejścia. Irański reżim najwyraźniej planuje kontrolować, kto może przepływać i na jakich warunkach, a gdy tylko Trump odejdzie z urzędu - nakładać opłaty lub pobierać należności za "usługi nawigacyjne".
Negocjacje są rozpoczynane i zrywane; podpisuje się memoranda o porozumieniu, a następnie je narusza; ataki na żeglugę są wznawiane, gdy tylko trzeba odświeżyć siłę nacisku. Reżim przekształcił militarną konfrontację, której celem było jego własne przetrwanie, w długotrwałą rywalizację o globalne wąskie gardło energetyczne.
Potrzeba było niemal pięciu dekad, aby pojawił się prezydent Stanów Zjednoczonych gotowy podjąć zdecydowane działania militarne przeciwko Republice Islamskiej. Teheran kalkuluje - i prawdopodobnie słusznie - że kolejny przywódca o determinacji prezydenta Trumpa prawdopodobnie prędko się nie pojawi. Być może reżim liczy również na możliwość przejęcia kontroli nad Kongresem przez Demokratów po listopadowych wyborach, zakładając najwyraźniej, że taki Kongres nie będzie miał politycznej woli do utrzymywania długotrwałej presji.
Bogactwo, które Iran mógłby uzyskać dzięki szantażowaniu światowych rynków energii, ponownie wzmocniłoby jego wsparcie dla zastępczych milicji i organizacji terrorystycznych, a przede wszystkim - przy nieustającej pomocy Chin, Rosji i Korei Północnej - dla ostatecznej polisy ubezpieczeniowej reżimu: programu nuklearnego, który według doniesień jest obecnie ukryty pod górą Pickaxe.
Czy wolne państwa są gotowe zaakceptować ekspansjonistyczną, rewolucyjną teokrację, która całkowicie odrzuca zachodnie normy i narusza swobodę żeglugi, jako trwałego strażnika kluczowego morskiego wąskiego gardła transportowego? Prawdopodobnie tak.
Iran mógłby z czasem wyposażyć swoje ugrupowania zastępcze w zdolności nuklearne i rozszerzyć wieloletnią praktykę reżimu polegającą na przeprowadzaniu ukierunkowanych zamachów - od 1979 roku naznaczoną eliminowaniem dysydentów, przeciwników politycznych i cudzoziemców. Nie oszczędzano nawet członków rodzin i bliskich współpracowników. Triumfujący, bogatszy i ostatecznie dysponujący bronią nuklearną Iran rozpocząłby zakrojoną na pełną skalę kampanię odwetu przeciwko Amerykanom, Izraelczykom i przedstawicielom irańskiej opozycji.
Na tym właśnie polega niebezpieczeństwo pozostawienia zadania wykonanego tylko w połowie. Kampania Trumpa już wyrządziła reżimowi poważne szkody. Pozwolenie mu na pozostanie u władzy, dalszy rozwój broni nuklearnej i narzucanie kontroli nad Cieśniną Ormuz oraz Bab al-Mandab u wejścia do Morza Czerwonego oznaczałoby zmarnowanie tej przewagi.
Koniecznym celem jest bezwarunkowa kapitulacja, a nie jakieś pozorne porozumienie.
Osiągnięcie tego rezultatu będzie prawdopodobnie wymagało systematycznego usuwania kolejnych szczebli twardogłowego przywództwa, aż cała struktura się załamie. Nowi twardogłowi, umieszczani na stanowiskach w aparacie wojskowym i bezpieczeństwa, którzy pragną zemsty, muszą zostać zneutralizowani. Reżimowi nie można pozwolić się odbudować.
Globalny porządek swobody żeglugi, który stanowił fundament zachodnich demokracji i otwartego handlu, zostałby trwale zmieniony. Jedyną odpowiedzialną reakcją jest odebranie reżimowi takiej możliwości. Należy utrzymać presję gospodarczą, wznowić presję militarną, usuwać kolejne szczeble przywództwa, wspierać tych wewnątrz i poza Iranem, którzy są gotowi zakończyć rządy teokracji, oraz odrzucić każdy rezultat inny niż całkowita, bezwarunkowa kapitulacja. Przy każdym mniej zdecydowanym rozwiązaniu Trump zapisze się w historii jako ten, który otworzył drogę do znacznie bardziej niebezpiecznego świata.
Dr Majid Rafizadeh jest politologiem, analitykiem wykształconym na Harvardzie i członkiem rady "Harvard International Review". Jest autorem kilku książek poświęconych polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Można się z nim skontaktować pod adresem dr.rafizadeh@post.harvard.edu.
