• Premier Węgier, Viktor Orbán, jest wschodnim przekleństwem dla elity europejskiej. Oprócz niego nikt w Europie nie mówi o obronie "chrześcijaństwa."

  • "Osoby przybywające do Europy zostały wychowane w innej religii i reprezentują radykalnie odmienną kulturę. Większość z nich nie jest chrześcijanami, ale muzułmanami [...] To istotna kwestia, ponieważ Europa i tożsamość europejska są zakorzenione w chrześcijaństwie." – Węgierski premier, Viktor Orbán.

  • Ostatnia szansa na uratowanie korzeni Europy może przyjść ze strony postkomunistycznych państw członkowskich Unii Europejskiej – tych, które pokonały Imperium Osmańskie w 1699 roku i które teraz czują się zagrożone kulturowo przez ich spadkobierców.

  • Mieszkańcy Cypru o wiele lepiej znają konsekwencje kolizji kultur niż prosperujący biurokraci w Brukseli. Wystarczy zapytać ich, ile kościołów pozostało w tureckiej części wyspy – ile z nich jeszcze stoi?

Dziś los Austrii jest zagrożony.

Być może był to zbieg okoliczności, że kardynał Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia, wskazywany na następnego papieża, wybrał 12 września, rocznicę odsieczy wiedeńskiej, kiedy to wojska osmańskie niemal podbiły Europę, aby wygłosić najbardziej dramatyczne wezwanie do uratowania chrześcijańskich korzeni Europy.

"Wielu muzułmanów pragnie tego i mówi: 'Europa jest skończona'," powiedział kardynał Schönborn, po czym oskarżył Europę o "zapomnieniu przez nią o jej chrześcijańskich korzeniach." Następnie potępił jakąkolwiek możliwość "islamskiego podboju Europy".

Konrad Pesendorfer, szef Austriackiego Urzędu Statystycznego, powiedział, że do roku 2030, 40% ludności Wiednia będzie urodzonych za granicą, wskutek demografii wewnętrznej i przepływu migrantów (60 tysięcy nowoprzybyłych w ciągu zaledwie jednego roku).

Od upadku Konstantynopola w 1453 roku, znaczna część chrześcijańskiej populacji Europy Wschodniej przez wieki znajdowała się pod okupacją islamską, zwłaszcza osmańską. Obecnie wydaje się, że czas cofnął się do roku 1683, gdy wojska osmańskie stanęły u wrót Wiednia.

To nie przypadek, że ostry opór mieszkańców Europy Wschodniej jest główną przeszkodą w ujednoliceniu odpowiedzi Unii Europejskiej na kryzys migracyjny. To właśnie te państwa zmusiły Kanclerz Niemiec, Angelę Merkel, aby powstrzymała masowy napływ migrantów. Dziś, tam, gdzie nie ma granic, uchodźcy przybywają en masse. W samym tylko sierpniu, do Włoch przybyło 23 tysiące migrantów.

Bruksela rozbudza wojną propagandową, określając mieszkańców Europy Zachodniej, którzy popierają niekontrolowaną migrację muzułmańską, jako osoby kosmopolityczne i tolerancyjne, a mieszkańców Europy Wschodniej jako gromadę ksenofobicznych bigotów, jeśli wręcz nie neonazistów.

Wykształcone elity europejskie zrobiłyby dobrze, słuchając swoich wschodnich braci. Te kraje, jak na ironię, stanowią podstawę "nowej Europy." Jako ostatnie dołączyły one do projektu europejskiego i, uwolniwszy się spod reżymów autorytarnych, powinny one projekt ten ożywić. Jednak polityka Brukseli jest teraz nastawiona na zepchnięcie bloku wschodniego z powrotem w rosyjską sferę wpływów.

Niechęć mieszkańców Europy Wschodniej do otwarcia drzwi masowej migracji muzułmańskiej można wyjaśnić kryzysem ekonomicznym, spadkiem liczby urodzin, ich stosunkowo jednorodnymi społeczeństwami, prześladowaniami chrześcijan pod dyktaturą komunistyczną, wspomnieniami konfliktu z islamem sięgające Średniowiecza oraz próby Brukseli narzucenia europejskiej agendy kultury. W istocie, Parlament Europejski nieustannie wprowadza rezolucje mające na celu wywarcie presji na konserwatywnych państwach członkowskich Europy Wschodniej, takich, jak Polska, Węgry i Chorwacja, aby zalegalizowały one małżeństwa osób tej samej płci i zabiegi aborcji na żądanie.

Przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker, nazywa go "Viktatorem" Orbánem. Jednakże uparty węgierski premier, Viktor Orbán, rozpoczyna budowę muru na granicy węgiersko-serbskiej. Gdy upadł komunizm, Węgry były pierwszym krajem, które otworzyły Żelazną Kurtynę i uwolniły zza niej swoich obywateli. Teraz są pierwszym krajem, który wznosi mur, aby nikt się nie dostał się na Węgry. Orbán planuje również dodatkowe ogrodzenie wzdłuż tej granicy.

Orbán jest wschodnim przekleństwem dla elity europejskiej. Oprócz niego nikt w Europie nie mówi o obronie "chrześcijaństwa." Państwa Grupy Wyszehradzkiej, sojuszu Czech, Polski, Bułgarii i Słowacji, chcą rozróżnienia pomiędzy imigrantami chrześcijańskimi a muzułmańskimi. Orbán ma poparcie biskupów węgierskich, którzy sprzeciwiają się polityce otwartych ramion wobec migrantów papieża Franciszka.

W felietonie dla Frankfurter Allgemeine Zeitung, Orbán napisał:

"Osoby przybywające do Europy zostały wychowane w innej religii i reprezentują radykalnie odmienną kulturę. Większość z nich nie jest chrześcijanami, a muzułmanami. To istotna kwestia, ponieważ Europa i tożsamość europejska są zakorzenione w chrześcijaństwie."

Buntowniczość Orbána sięga jego czasów studenckich, roku 1989, kiedy uczestniczył w pogrzebie Imre Nagy'ego, przywódcy powstania antysowieckiego z 1956 roku – Orbán miał odwagę żądać wycofania się najeźdźców komunistycznych.

Później Orbán wprowadził Węgry do NATO.

Syn komunisty i kalwińskiej matki, Orbán ma głęboko wierzącą żonę wyznającą katolicyzm i pięcioro dzieci. Osobom, które pytają, czy jest reakcjonistą, Orbán odpowiada: "Jem widelcem i nożem, ale nie jesteśmy grzecznymi chłopakami z nurtu mainstreamowego." Dla niego Komisja Europejska jest rodzajem nowego Biura Politycznego. "Nie tolerowaliśmy dyktatów z Wiednia w 1848 roku ani dyktatów z Moskwy w latach 1956 i 1990," powiedział Orbán. "Nie zamierzamy teraz poddać się nakazom Brukseli czy kogokolwiek innego."

Wystąpienia Orbána są pełne odniesień historycznych – tak, jak chociażby wtedy, gdy poprosił Węgrów, aby zachowywali się z taką samą odwagą, jaką okazali ich przodkowie "w wojnie przeciwko wojskom osmańskim."

Konstytucja Węgier jest wyjątkowa w Europie. Chroni "życie od samego jego poczęcia" i mówi, że małżeństwo może być tylko związkiem między mężczyzną i kobietą.

Podejście Orbána zostało przyjęte przez inne postkomunistyczne państwa członkowskie Unii Europejskiej. Prezydent Polski, Andrzej Duda, zakwestionował "dyktaty" z Brukseli, aby przyjąć migrantów przybywających na kontynent z Bliskiego Wschodu i Afryki. Tymczasem lider PiS, Jarosław Kaczyński, wezwał "do przyjęcia starego, historycznego punktu widzenia, według którego Polska stanowi bastion chrześcijaństwa na Wschodzie i musi ocalić Europę przed samą sobą."

"Od przyjęcia chrześcijaństwa w 966 roku, Polska często odgrywała rolę Antemurale Christianitatis, bastionu chrześcijaństwa," jak pisze Crisis Magazine.

"Od powstrzymania armii mongolskich przed atakiem na resztę kontynentu w Bitwie pod Legnicą w 1241 roku po uratowanie Europy przed muzułmańską kolonizacją, kiedy to król Jan III Sobieski pokonał Turków pod Wiedniem w 1683 roku, ta wizja Polski była wzmacniana. Komunizmowi nie udało się stłumić polskiego katolicyzmu, gdy Jan Paweł II został wybrany papieżem w 1978 roku i zainspirował powstanie "Solidarności," która odegrała kluczową rolę w upadku reżymu. Ostatnimi czasy polscy imigranci wypełniali ziejące dotąd pustką ławki kościelne w krajach Europy Zachodniej. Podczas bieżącego Synodu Watykańskiego na temat rodziny, polscy biskupi są jednymi z najbardziej zagorzałych obrońców tradycji."

Węgierski premier, Viktor Orbán, jest wschodnim przekleństwem dla elity europejskiej. Oprócz niego nikt w Europie nie mówi o obronie "chrześcijaństwa." Z prawej: Król Polski, Jan III Sobieski, w Bitwie pod Wiedniem przeciwko Turkom osmańskim, w 1683 roku.

Premier Słowacji, innego państwa w Europie Wschodniej, Robert Fico powiedział, że jego kraj przyjmie tylko chrześcijańskich uchodźców oraz że islam "nie ma miejsca w jego kraju", a "wielokulturowość to fikcja."

Prezydent Czech, Milos Zeman, również zaatakował wielokulturowość. Nawet Socratis Hasikos, Minister Spraw Wewnętrznych Cypru, powiedział, że jego kraj przyjmie uchodźców, o ile będą chrześcijanami. Dla wielu Cypryjczyków granica dzieląca wyspę stanowi barierę między chrześcijaństwem greckim a tureckim islamem, podobnie, jak mur berliński był barierą pomiędzy demokracją a komunizmem.

Jak zauważyło prestiżowe amerykańskie czasopismo katolickie, First Things, "na Węgrzech, w Chorwacji i gdzie indziej w Europie Wschodniej, rozpoczęły się rewolucja pro-rodzinna, rewolucja ochrony życia poczętego oraz ponowne odkrywanie korzeni chrześcijańskich."

Czy nam się to podoba, czy nie, ostatnia szansa na uratowanie korzeni Europy może przyjść ze strony postkomunistycznych państw członkowskich Unii Europejskiej – tych, które pokonały Imperium Osmańskie w 1699 roku i które teraz czują się zagrożone kulturowo przez ich spadkobierców.

Mieszkańcy Cypru o wiele lepiej znają konsekwencje kolizji kultur niż prosperujący biurokraci w Brukseli. Wystarczy zapytać ich, ile kościołów pozostało na tureckiej części wyspy – ile z nich jeszcze stoi?

Giulio Meotti, redaktor kulturalny Il Foglio, jest włoskim dziennikarzem i pisarzem.

Tematy pokrewne:  Kryzys Migracyjny Europy
Najnowsze artykuły autorstwa
otrzymuj najnowsze wiadomości e-mailem: zapisz się na darmową listę mailingową gatestone institute.

pl